Aktualności

Czemu nie ruszają podziemi

31.12.2003 autor: UM Łęczyca

Zamek w Łęczycy podmurowali, a diabła nie ruszyli, Niech śpi — mówią — nie wolno. Nie ruszyli podziemi. bo wtedy wielki zamęt by był. op. Andrzej Zając, l. 83 wieś Witaszewiczki rok 1953

Jak Boruta służył u bernardynów za parobka

31.12.2003 autor: UM Łęczyca

Boruta dawno przestał być zwyczajnym diabłem. Wśród ludzi się obracał i obraca, może i teraz co broi, a myślą, że to chłop, rzemieślnik albo i ktoś na urzędzie. Dawno już, ale i nie tak dawno, może za saskich czasów, Boruta przystał na parobka do bernardynów w Łęczycy, No, dobrze, spodobał im się, bo co jaka robota, to mu się w rękach pali, zrobione nie wiadomo kiedy i jak, a już gotowe. Miał pojechać bernardyn-kwestarz po dworach w same żniwa. Pojechali maleńką bryczuszką. Ten nowy parobek, a był to Boruta, powoził. Zajechali na pole. Ludzie na pańskim pracują, snopki wiążą i w mendle stawiają. Ale to ponoć pszenicę sprzątali, bo sterta już jedna na polu była, widać żyta. Bernardyn Pana Boga

Ślady pazurów Boruty są coraz niżej

31.12.2003 autor: UM Łęczyca

Boruta chciał kościół w Tumie rozwalić, ale nie mógł. Mój ojciec mówił, że ta ręka Boruty w kamieniu na wieży to była tak wysoko, że wielgi chłop nie mógł dostać, a tera ta ręka diabelska się opuszcza ciągle, bo kościół stoi tak jak stał i nie usuwa się w ziemię, a ślady diabelskich pazurów są nisko. op. Michał Gabiński l, 76 wieś Chrząstówek role 1959

Czemu Boruta chciał kościół w tumie przewrócić

31.12.2003 autor: UM Łęczyca

Boruta się zakochał w zwykłej dziewczynie. Budowali kościół, a dziewczyna mu świciała, jak mogła, że budują karczmę i Boruta znosił kamienie. Jak się dowiedział, że to nie karczma będzie, a kościół, to chciał go przewrócić i ślady jego pazurów wyciśnięte w kamieniu są na wieży do dziś. op. Andrzej Góra l, 81 wieś Tum rok 1956

O młodej, co wzięła z diabłem ślub

31.12.2003 autor: UM Łęczyca

To już nie przez moje oczy, ale przez oczy mojego kochanego tatusia, który już nie żyje. Działo się w Górze św. Małgorzaty w domu N. Byt wtedy ten ksiądz, co był przed Sochańskim. Podczas konduktu weselnego młoda wychodząc za N. powiedziała tak: – Tatusiu, wolała jabym z diabłem wziąć ślub, niźli tego narzeczonego widzieć. – Ona była urodziwa, on też był sposobny, ale nie pasowali do siebie. No i wzięła z diabłem ślub, choć obok klęczał jej narzeczony. Gdy była jedenasta, a może wpół do dwunastej, podjechano i chciano rodzinę młodej wziąć do nowego domu, ale ludzie byli spłoszeni i nie chcieli, bo zmiarkowali, z kim wzięła ślub, więc nie pojechali. Gdy ta młodego rodzina zapytała, gdzie młoda, to nie