Przedział czasowy

usuń filtr czasowy

Ostatni figiel Boruty

OSTATNI FIGIEL BORUTY

Od czasu jak temu biesowi na weselu u p. Kaliny pan młody dwa palce odrąbał, nie wychodził on już więcej z lochów łęczyckiego zamku i teraz nie wodzi już kmiotków po topielach. Ze Boruta już się teraz nie zjawia, to prawda; ale w aktach popruskich kryminalnych grodu łęczyckiego są autentyczne dowody, że go bagatelna, nawet dla szlachcica a cóż dopiero dla diabła, przygoda z zięciem Kaliny na krótko tylko w lochach zatrzymała, że wylizawszy się z rany, długo jeszcze hulał po bagnach i trzcinach Bzury, i że dopiero chłopska kłonica dokonała tego, czego szlachecka szabla zrobić nie zdołała. Było to za rządu pruskiego. Łęczycę fortyfikowali; tysiące okolicznych chłopków codziennie pędzono do kopania szańców i sypania wałów; siły ustawały, sprzężaj się niszczył, a kmiotki gorzko utyskiwali, nie szczędząc przybyszom przekleństw i szczerych życzeń, aby się Boruta z nimi popieścił.

więcej

Boruta - cz. IV

BORUTA

I V

Łęczyckie, jak wiadomo, jest ojczyzną Boruty i niemało tam o nim skazek i podań krąży. Kiedy przed wiekami wznoszono tu dawną kolegiatę, dzisiejszy parafialny kościół, drażniło to Borutę, że tak pod jego bokiem staje dom Boży w całej chwale swojej. Więc też jak tylko mógł, przeszkadzał robocie; straszył ludzi, podkopywał rusztowania, obalał świeżo wzniesione wiązania i mury. Nic to jednak nie pomogło; wytrwałość ludu Bożego przetrzymała siłę czartowską, i po kilkunastu latach budowy stanęła okazała świątynia Pańska. Wtedy Boruta podczas ciemnej i dżdżystej nocy wylazł z błota, wsunął się ukradkiem do miasta i podszedłszy ku narożnej wieży, objął ją potężną łapą, próbując, czy jej nie obali. Ale wieża oparła się usiłowaniom diabła, tylko ślad łapy Boruty pozostał na murze i po dziś dzień można go jeszcze widzieć o kilka łokci od fundamentu.

Wacław Szymanowski
„Tygodnik Ilustrowany" rok 1863 Nr 173 str. 22

więcej

Boruta - cz. II

BORUTA

II

W ciemnym lochu łęczyckiego zamku, przy rozpalonej drzazdze smolnej, siedział na beczce jakiś wąsaty szlachcic i pił z beczki. Miał na sobie karmazynowy żupan, pas złotolity, na rzemyku szabla; czapka rogatywka z siwym barankiem nie przylegała mu należycie, jakby coś jej zawadzało; jakoż kiedy chciał się poskrobać po głowie, ujrzałeś przy ręku pięć ogromnych pazurów, a za uchyleniem czapki — małe czarne rogi. Był to sławny diabeł, pan Boruta, co pilnował skarbów zamkowych, pozostałych w ukryciu od udzielnych jeszcze książąt Mazowieckich, Twarz miał wielką, rumianą; wąs potężny, obwisły spadał mu wraz z brodą na piersi; wzrostu wielkiego, szeroki w plecach, oczu iskrzących. Zachmurzony siedział na próżnym antale po małmazji, ale kiedy miał się uśmiechnąć, wąsy podkręcał w górę i aż za duże uszy sterczące zakładał, „Już dosyć wysiedziałem się w tym loszysku ciemnym i wilgotnym, nie ma co i pić dalej, ostatnią beczkę węgrzyna za chwilę dopiję" — tak mówił do siebie Boruta.

więcej

Boruta - cz. I

BORUTA

I

W pobliżu zamku łęczyckiego mieszkał szlachcic niewiadomego nazwiska i herbu, rosły i silny. Nikt z nim nie mógł mierzyć się na szable, bo za pierwszym złożeniem, przeciwnikowi silnym zamachem wytrącał oręż z ręki. Jak się raz plecami o zrąb domu oparł, całe sąsiedztwo nie dało mu rady. Stąd szlachcic dostał przydomek Botuty, bo mówiono powszechnie, że musiał mu diabeł Boruta pomagać, kiedy wszyscy nie podołali jego sile i mocy; a że nosił siwą kapotę, dla różnicy więc od prawdziwego diabła dostał przydomek Siwy; tak więc zwał się Siwy Boruta.

więcej

wszystkich aktualności: 4