Przedział czasowy

usuń filtr czasowy

Kapituła na Zamku

Na Zamku Królewskim w Łęczycy odbyło się spotkanie członków Kapituły Najstarszych Miast i Miejscowości w Polsce. Spotkanie miało na celu przekazanie informacji dotyczących najbliższych planów stowarzyszenia, które powstało w 1996 roku.

Spotkanie odbyło się z inicjatywy Krzysztofa Lipińskiego, Burmistrza Łęczycy, a przybyli na nie przedstawiciele Wschowej, Sandomierza, Miechowa, Włocławka.

Członkowie władz Kapituły podczas obrad

Ustalono wstępnie, że nastąpi przeniesienie siedziby Kapituły z Sieradza do Łęczycy, ale zadecydują o tym władze Stowarzyszenia podczas następnego spotkania, które odbędzie się na przełomie stycznia i lutego w Miechowie lub Sandomierzu.

Uczestniczący w spotkaniu poseł Ryszard Chodynicki, były Prezydent Włocławka, został zobowiązany przez członków zarządu do prezentowania spraw Stowarzyszenia na forum Sejmu.

- W ten sposób będziemy mogli przedstawiać swoje problemy i możliwości działania w parlamencie - stwierdzał Krzysztof Lipiński, Kanclerz Kapituły.

więcej

O kamieniach Boruty

Boruta kościół w Tumie chciał na karczmę obrócić i kamienie na budowę nosił z Witaszewiczek, ale ksiądz. się pośpieszył i kościół poświęcił. To już na nic siła diabelska i nie mógł przewrócić.

Kamienie chmurami niósł i jak kurak po dwunastej, zapiał, to na złość chłopom rzucał kamienie tam, gdzie Walew i Miroszewice i Kamionka i Karłów.

op. Andrzej Góra r. 80
wieś Tum rok 1955

więcej

O kamieniach w Sławęcinie

Boruta nosił kamienie na kościół w Tumie dwa razy, Drugi raz nie zdążył, bo kogut zapiał i kamienie mu upadły w Sławęcinie i góra z tych kamieni się zrobiła. Boruta w złości jak chciał rozwalić kościół, to kamieniami uderzył i te kamienie są w murze z prawej strony.

op. Marianna Filipiak l. 54
Wichrów - Łęczyca rok 1959

więcej

Jak redzi Boruta?

Boruta był wielkim grasowcem, z desków wyrzucał ludzi, odchodził od Łęczycy z dwadzieścia kilometrów l przeszkadzał. Tera też jest. Każdemu redzę, żeby się przeżegnać, zwłaszcza jak kto wypije, bo zły duch to ma wtedy przystąpienie do człowieka. Zły duch to redzi, redzi, a ta myśl przystaje do złego. Ojcu redził, żeby na szynach się układł i mówił, że pociąg obudzi, a ojciec się wtedy przeżegnał i mówi tak do siebie sam: — Odejdź zły duchu, bo pociąg przerżnie na dwa.

op. NN l. 40
wieś Witonia rok 1959

więcej

Topielec

Za Witonią jak do Gledzianowa jest staw. Ten staw nazywa się Topielec, bo w nim żyje w wodzie topielec, W nocy rzuca się; jak ciepło — to hula do góry. Ten "topielec to duch, diabeł, co wciąga, zwłaszcza jak kto pijany. To potwór. W różnych pozach się przedstawia: jak ryba, jak mysz, jak dziecko. I płacze, żeby go ratować, a wciąga i płacze. Chłop poszedł kąpać się, a topielec go utopił. Nawet Żyda z wozem i końmi utopił.

Jest Boruta tumski, jest błotny, jest zamkowy, ale jest i topielec.

op. Ignacy Kamiński l. 70
wieś Oraczew rok 1953

więcej

Pieniądze na Szwedzkiej Górze

Szwed straśnie mordował, smołą oblewał i palił. Jak "wyjeżdżać mieli, to nasz król zdjon koronę, odśpiewali: Kto się w opiekę podda Panu Swemu... i wyruszyli, Pan Bóg przysłał pięć tysięcy aniołów na pomoc. Jak król Kazimierz wyganiał Szwedów, to na Szwedzkiej Górze zakopano jaszczyk pieniędzy. Szwedzi oddali diabłowi: — Mosz diable i trzymej. — I Boruta trzyma i nie można naleźć, to pokusa nie pozwala. Ale chłopaki naleźli, bo na wierzchu zawsze pokusa zostawi jeden złoty taki jak jaki srebrny rubel i sprzedali żydowi w mieście za trzydzieści złotych.

Jak nastał do Tumu ksiądz Z , . . , to mówi; — Zdobędziemy srebrne ruble, ale trzeba odprawić mszę świętą na Szwedzkiej Górze. — Ale zawsze czegoś, co potrzebne do mszy, zapomnieli. Wreszcie każdy człowiek osobno wszystko niósł, ale gdy już wszystko było i ołtarz ustawili, odzywa się głos pod ziemią: — A ampułki macie? — I znuk ni mogło się odprawić.

Dobrze. Drugi raz wybrali się, to znuk pokusa odzywa się; — Nie ma patyny.—Potem brewiarza, pióra do zmiatania ołtarza. I zawsze się wybierali i zawsze coś-zapomnieli, a za trzecią rażą woskową świecę i książkę. Tak Boruta psocił, że nie dopuścił i nic nie mogli zrobić.
Ci, co kopią tera na Szwedzkiej Górze, to czują, ale diabeł nie dopuści i pieniędzy nie da.

op. Andrzej Zając l. 80
wieś Opalunki Witaszewiczki rok 1950

więcej

Diabelskie doły

Na łąkach, jak się idzie z Łęczycy do Dobrogost, jest trzęsawisko na starym korycie rzeki Bzury, gdzie jeszcze dziś można zginąć bez śladu. Nazywa się Diabelskie Doły, Stamtąd właśnie Boruta, jak wpadł, nie mógł się wydostać.

Boruta to był szlachcic, który bardzo lubił polować. Pewnego razu polował dłużej do późnego wieczora i bardzo zmęczony na kępie zasnął, W nocy obudziło go szczekanie psa, który leżał u jego nóg. Boruta spostrzegł, że kępa, na której siedzi, zapada się w bagna coraz głębiej. Przerażony zaczął wzywać diabłów, byle tylko mógł się z trzęsawisk uratować. Diabli przyszli mu z pomocą, ale w zamian zażądali duszy Boruty. I odtąd Boruta grasuje po łęczyckich błotach.

op. Stefan Stawski lat 65
Łęczyca rok 1957

więcej

O chłopie i o świni

Wracał chłop z jarmarku w Łęczycy do domu. Krowę dobrze przedał, pieniądze miał za pazuchą, podpił sobie dobrze, ale nie za wiele, więc szedł i śpiewał:

Stryju, wuju,
Chodźcie do dom,
Bo stryjinke woły bodom,
A cy bodom, cy nie bodom
Stryju, wuju,
Chodźcie do dom.

A tu patrzy: wielga śwynia idzie przed nim i mu do śpiewu chrząka. Obejrzał się chłop — nikogo. Późno już było, po zachodzie słońca i wozy z targu przejechały. Koło śwyni — nikogo. Chłop dali śwynię pędzić przed sobą, niby że na jarmaku kupił. Goni śwynię, a ona mu fort umyka i chrząka i umyka w coraz to większe bagna,aż chłop wpadł do rowu, a ta śwynia nad nim stanęła — i jak zacznie chrząkać — to dopiero chłop uznał, że to nie chrząkanie, tylko śmiech diabelski Boruty. Przesiedział w tym rowie do rana, tak się bojał.

op, Andrzej Zając l. 83
wieś Witaszewiczki rok 1953

więcej

Czarny i Siwy Boruta

Było dwóch Borutów; Czarny i Siwy. Czarny był" jako diabeł, a ten jako człowiek. Ludzie go nazywali Siwym Boruta, bo chodził w czapie z siwym obramowaniem,, On to zbarował Czarnego. Był tak silny, że jak podparł się, to chatę drewnianą podniósł do góry, bo dawniej chaty były budowane na czopy i końce sterczały na. zewnątrz.

Pewnego razu Siwy Boruta przyszedł do zamku łęczyckiego po złoto do tego Czarnego, a ten Czarny zamienił się w sowę, nic się nie ruszał, oczy wybałuszył i tylko patrzał i patrzał, a ten Siwy brał złoto w kieszenie, w nogawice, a nawet w gębę.

Jak wychodził, ten Czarny popchnął drzwi żelazne i obciął mu piętę i ten Siwy Boruta umarł, bo krew mu uszła.

op. Jan Czekalski l. 65
wieś Witaszewiczki rok 1955

więcej

O lochu z Łęczycy do Tumu

Słyszałem, że w dużej piwnicy w zamku łęczyckim zaraz na prawo były żelazne drzwi i był korytarz. Tym korytarzem chłopcy chodzili. Loch prowadził do Tumu i za wielkim ołtarzem był wylot, a pod bocznym wejściem do kościoła w Tumie było zejście do lochu.

W tym lochu w Łęczycy beczki ze złotem stały i stoją i Boruta nikomu do nich przystępu nie daje.

op. Stanisław Cyrek l. 45
wieś Kozikówka rok 1959

więcej

Boruta na weselu

Dziedzic wyprawiał zabawę we dworze, bo jego siestrzanka się żeniła. Wszedł tamuj Boruta. Tak był ubrany jak jenerał. Złoty płaszcz na nim był i złota pochwa i czaszka. Jak usiadł, to miał wąsy ogromne; co założył za uszy, to mu się dryndaty. I dziedzic go się zapytał:

— Skąd pan jezdeś? Ja cię nie prosiłem.

— Ja jezdem rycerz zagraniczny. Ja się chcę tu pobawić.

A goście drudzy do dziedzica:

— Niech pan tak nie urąga. Niech się pobawi. Przy daniu pierwszym swach, co wielki figmas był, mówił:

Mili przyjaciele
Idę do was śmiele
Nie kolasą, nie wozym,
Lecz darem Bożym.
Abyście jedli, pożywali
Po kiesyniach nie chowali.
Pomodlijcie się przed świętym
Jakubem Bierzta łyżki z czubem,
A tylko się nie oglądejcie
Od złego ducha przeżegnejcie.
Mię Ojca, Syna, Ducha świętego
            Amyn.

Żeby się każdy wyjodł
Zęby miot brzuch jak kamiń.
Niech będzie pochwaluny Jezus Chrystus,

A [goście] odpowiedzieli:
        Na wieki wieków Amyn.

Dopiero zachodzili i jedli. A siodeł było dużo. A Bo-ruta nie przeżegnał się. Jak usiadł do stołu, to dziesięć talerzy wyrobu zjadł i dziesięć flaszek wódki wypił i stojała czterdziestolitrowa beczka wina, to założył się, że wypije. Oparł ją na stole i wypił, A dziedzic:

— Co ja gościom dom, nie mom wina.

Wyjął [Boruta] dwa razy garścią złoto i mówi:

— Mosz, Za to pięć beczek przyniesiesz, Jak [Boruta] poszedł do tańca, podłoga się rwała, taki ciężki był. A najwięcej tańczył z siestrzanką dziedzica.

A potem pyta:

— Kto wyńdzie na pojedynek harować się?

A polski oficer był, zmiarkował wszystko i powiedział:

— To nie człowiek, ja wyńdę, Wzion święconej wody flaszeczkę i jak się mieli za bary wziąć, pokropił i diabeł nie miał nijakiej siły. Dwa pazury uciął mu szablą oficer i [Boruta] uciekł poparzony święconą wodą do zamku w Łęczycy a goście się zadziwiali.

op. Andrzej Zając l, 82
wieś Witaszewiczki rok 1952

więcej

O laskach na diabła z sakłaku

Chłopy u nas, to laski mieli z sakłaku, to jest z drzewa, które rośnie w olszynach na torfowiskach łęczyckich. Kora na tym drzewie podobna do wiśni, gałązki na krzyż rosną. A ponieważ na krzyż, więc na odliw złego i jak się z nim zmierzysz, to mówisz: „raz, raz, raz", bo jak powiesz; „raz, dwa, trzy", to trzy diabły przylecą. Drzewo ma jagody, kwitnie biało tak jak dziki bez.

op. Ignacy Kamiński l, 72
wieś Oraczew rok 1955

więcej

O laskach na diabła z jałowca i brzozy

O LASKACH NA DIABŁA Z JAŁOWCA l BRZOZY

Jałowiec na laski sposobny, bo można wykręcić. Jałowiec włoży się w wodę wrzącą, robi się jarzemko, a potem po zgięciu bierze się sznura i tak zastygnie. Dawni się ubiegali za takimi laseczkami, poświęcali i tym gonili zło i rzucali pod nogi, to zło już wtedy nie prze-stępowało. Z brzozy też są laski dobre.

op, Stanisław Kaleta l. 53
wieś Marynki rok 1955

więcej

Noworoczna sesja w Ratuszu

W Ratuszu Miejskim w Łęczycy odbyła się noworoczna sesja Rady Miasta. W sesji, na zaproszenie Krzysztofa Lipińskiego, Burmistrza Łęczycy i Krzysztofa Urbańskiego, Przewodniczącego Rady Miasta, wzięli udział przedstawiciele władz miejskich i samorządowych, prezesi i dyrektorzy łęczyckich firm, szkół i przedszkoli, a także członkowie stowarzyszeń i organizacji społecznych działających na terenie miasta.

Nie mogło również zabraknąć księdza dziekana Zbigniewa Łuczaka, który podobnie jak Burmistrz i Przewodniczący Rady Miasta składał zebranym noworoczne życzenia.

Uroczystą sesje poprzedził występ chóru "Soli Deo" działającego w kościele św. Andrzeja.

Noworoczne życzenia składali (na zdjęciu od lewej) Krzysztof Lipiński Burmistrz Łęczycy, Krzysztof Urbański Przewodniczący Rady Miasta i ksiądz Dziekan Zbigniew Łuczak.

więcej

Jak Skarbek barował się z Borutą

Konstanty Skarbek, co jego córka jest za Piotrowskim Stefanem, to był wielki siłacz. W dwie ręce brał dwóch chłopów, co mieli po osiemdziesiąt kilo i podnosił do góry. Nikt mu nie mógł dać rady.

To było w czasie ostatków. Pod wieczór Skarbek i jego pięciu kolegów wracało z Łęczycy do Tumu, Wszyscy sobie dobrze podpili. Dochodzą do Kwiatkówka, za ten kanał, co bez łąki idzie, a tu trzy ostre duże psy, co ich dziedziczka Kwiatkowska miała, ogon podtuliły i uciekają, a idzie mężczyzna. Popchnął Skarbka, mało nie wpadł w wodę. Zaczęli sobie strasznie wymyślać. A ten mężczyzna to był Boruta i już Skarbek dwa razy go zbarował.

Skarbek, co sztabę żelaza kręcił na szyi, chwycił Borutę i się harowali, a koledzy nie mieli dostępu, Wreszcie Konstanty pokonał Borutę, który runął w wodę, a woda to do góry leciała i leciała i aż para buchała, tak się gotowała.

op. Stanisław Kaleta l, 55
wieś Marynki rok 1957

więcej

1 2 3 4 następna wszystkich aktualności: 56